W 2012 r., kiedy byłem w rządzie Tuska, sytuacja górnictwa była znakomita. Pamiętam jak wówczas wicepremier w rządzie Jerzego Buzka Janusz Steinhoff mówił, że trzeba restrukturyzować górnictwo, a ówczesny premier mówił „zostawmy to bagnoPSL”
— mówił szef Polski Razem.
Były minister sprawiedliwości dopowiadał również o intencjach Donalda Tuska w większości trudnych tematów: „nie róbmy, potem zobaczymy, co się z tym dzieje”.
Tusk chciał odrzucić od siebie ten gorący kartofel, jakim jest próba jakiegokolwiek reformowania Polski. (…) Na tym polegała istota mojego sporu z Donaldem Tuskiem. Tzw. polityka ciepłej wody w kranie polegała na chowaniu głowy w piasek i przeczekiwaniu problemów
— ocenił Gowin.
Tak postawiony problem mocno oburzył obecnego w studiu Adama Szejnfelda z Platformy Obywatelskiej.
Jarku, starasz się bardzo prezentować jako człowiek wysokiej kultury. Dziś tego nie dotrzymałeś.Mało eleganckie jest mówienie o prywatnych rozmowach
Nie są to może wiadomości nowe, ale sensacją jest źródło, naoczny świadek.
Piechociński:Ale pani Moniko, także wtedy i dziś ja zachowywałem zdrowy realizm…
— bronił się szefPSL.
Na czym polegał ten „realizm”? Ano na tym, że – i to relacja Piechocińskiego! – premierowi Tuskowi nie zwracał uwagi na czcze obietnice, bo… obawiał się jego reakcji.
Piechociński:Nie czuję tego, że zawaliłem sprawę. Czuję to, że zabrakło mi także wiosną zeszłego roku pełnej determinacji żeby wyjść z rozmów w Katowicach i także ówczesnemu premierowi powiedzieć, że to błąd, że deklaruje coś, co jest nie do zrealizowania wobec związków zawodowych.
Olejnik:To dlaczego pan wtedy tego nie powiedział?
Piechociński:Dlatego, że to jest premier, a ja jestem tylko wicepremierem..
Rozumiem opozycyjnych polityków i komentatorów podejrzewających obecne władze nie tylko o gigantyczną wieloletnią niegospodarność, ale o zamiary pozbawienia nas przemysłu węglowego.Jednak przy okazji mam wrażenie, wylewa się dziecko z kąpielą. Spiskiem ma być jakakolwiek rozmowa o rachunku ekonomicznym.
Jakbyśmy się chwilami cofali do roku 1989. I zresztą jak rozumiem, zwolennicy takiego myślenia odnieśli sukces. Przynajmniej w teorii, bo podejrzewają rząd o ukryte zamiary. Na razie jednak wszystko zostanie po staremu. Prywatny inwestor, nawet działający pod dużą kontrolą państwa, jest tylko mglistą hipotezą. Traktowaną z najwyższą podejrzliwością.
Jeżeli ktoś ma dość tego rodzaju żartów i chce wiedzieć o co tak naprawdę chodzi, to zapraszam do zapisu rozmowy z panią profesor Grażyną Ancyparowicz: